*Justin*
-Sean, daj mi spokój do kurwy nędzy!- powiedziałem jeszcze bardziej naciągając poduszkę na głowę. Była ósma rano, a Sean pieprzył mi o jakiejś imprezie. Nie to, że nie lubiłem imprezować. Uwielbiałem imprezy, szczególnie te zakrapiane dużą ilością alkoholu.
-Justin, wiesz ile tam będzie dziewczyn?! I wszystkie zwarte i gotowe!- nie dawał mi spokoju.
-Stary, popatrz na mnie.- obróciłem się do niego twarzą.- Ja nie potrzebuje imprez!
Wiedziałem, że na dziewczyny działam jak magnez. Beliebers wiele razy mnie w tym przekonały.
-Poza tym, mam dziś galę. Muszę tam być.- dodałem przeciągając się. Stwierdziłem, ze dłużej nie pośpię.
-Dlaczego? Przyjdzie ta laska… czekaj jak miała na imię?- spojrzał na mnie pytająco.
-Selena, ma na imię Selena. I tak przyjdzie.
Poszedłem wziąć prysznic. Kiedy tylko zamknąłem drzwi do łazienki zacząłem ściągać brudne ubrania, rzucając nimi gdzie popadło. Wszedłem pod prysznic puszczając strumień chłodnej wody, zatrzymującej się na mojej klatce piersiowej. Sięgnąłem po żel i wtarłem w ciało, zamieniając go w białą, delikatną pianę. Po chwili wyszedłem z kabiny nie będąc do końca pewnym czy spłukałem całe ciało i nie pozostał na nim biały puch. Stojąc przed zaparowanym lustrem, przetarłem włosy dłonią i wykonałem obrót wokół własnej osi, nucąc swoją piosenkę. Wsunąłem czarne bokserki na swoje zgrabne pośladki i spodnie po czym ubrałem skarpetki i wcześniej naszykowaną koszulkę. Do uszu włożyłem jeszcze parę diamentowych kolczyków, a do szlufek spodni wsunąłem pasek od Louisa Vuittona, który spełniał wyłącznie ozdobną funkcje. Moje spodnie nawet z najlepszym paskiem zawsze odsłaniały bokserki, ponieważ zawszę zsuwały mi się zbyt nisko.
-Jeszcze tu jesteś?- zapytałem kąśliwie Seana kiedy wyszedłem z łazienki.
-Powiedz mi, dlaczego ci tak zależy? Możesz mieć każdą, więc dlaczego właśnie ona?- przeszedł mnie lustrującym spojrzeniem.
-Nie chce każdej, chce ją.
*Selena*
-Wszystko w porządku?- zapytała mnie Miley kiedy jechałyśmy na galę.
-Tak, tak pewnie tylko… zamyśliłam się.- uświadomiłam sobie, że od kilku minut nie odpowiadam na ich pytania.
-A Justin… będzie na gali?- zwróciłam się do mojej menadżerki.
-Chyba tak. Szczerze to nie wiem ale dobrze by było bo muszę się zobaczyć ze Scooterem.- posłała mi pytające spojrzenie.- Ale dlaczego pytasz?
-Tak po prostu.
Kiedy byliśmy już na miejscu, ja obrzuciłam spojrzeniem fanów gromadzących się wokół czerwonego dywanu. Szybko znalazłam grupkę ludzi skandujących moje imię. Szybko ruszyłam w ich kierunku, słyszałam, że krzyki nasilają się z każdą sekundą.
-Jak masz na imię?- zapytałam zapłakaną dziewczynę która podała mi moje zdjęcie do podpisana.
-Cecilia. Selena chciałabym abyś wiedziała, że ratujesz mi życie każdego dnia. Jesteś niesamowita.- powiedziała słabym głosem.
-Ja nie jestem niesamowita. Ty jesteś. Dziękuje, to naprawdę wiele dla mnie znaczy.- uśmiechnęłam się do niej i z całej mojej siły ją przytuliłam. Podpisałam jeszcze parę autografów ale z trudem opanowywałam łzy. Kochałam moich fanów. Byli dla mnie wszystkim, zawszę poprawiali mi humor. Nawet nie wiedzieli ile dla mnie robią każdego dnia. Każde słowo otuchy, pocieszenia, które do mnie codziennie kierują są dla mnie bardzo ważne.
Moją uwagę ściągnęły piski dużego grona nastolatek. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Justina jak rozdaje autografy i pozuje do zdjęć. Przyglądałam mu się przez chwilę. Zauważyłam, że ma niezwykłe oczy. W czasie pierwszego spotkania były takie ciemne i nieprzenikniona, a teraz pod światło wydawały się złote, iskrzyły w słońcu. W końcu odwrócił wzrok i zobaczył, że się mu wpatruje. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja powstrzymując oddech, spuściłam wzrok. Moje serce na kilka sekund stanęło, a tętno ucichło.
Kiedy w końcu odważyłam się na niego spojrzeć on uśmiechnął się do mnie promiennie, najwyraźniej z czegoś zadowolony. Speszyłam się, odwróciłam się i szybko poszłam na ściankę. Uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam Taylor która była w o wiele lepszym stanie niż wczoraj. Podeszłam do niej i przytuliłam:
-Hey Tay! Jak się czujesz?- zapytałam z troską w głosie.
-Już mi lepiej. Uświadomiłam sobie, że nie mogę się tak przejmować. Wiesz, jest jeden plus. Napiszę kolejny hit.- zachichotała.
Zaczęłyśmy się wygłupiać, a kiedy miałyśmy już dość błysków fleszy weszłyśmy do sali gdzie miała odbyć się gala. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zobaczyłam kilkadziesiąt rzędów foteli ustawionych na wprost wielkiej i imponującej sceny. Każdy fotel miał czerwone obicie co nadawało uroku całej scenerii.
Miley przywołała nas ruchem ręki więc ruszyłyśmy w jej kierunku.
-Ej zostawiłyście mnie!- powiedziała oskarżycielsko.
-Oj, przepraszamy. Kto będzie występował?- zagadnęłam.
-Lady Gaga, Greek Day, Beyonce, Rihanna- zaczęła wyliczać- Coldplay i Justin Bieber…
Westchnęłam cicho, patrząc przed siebie.
-Nie ważne, on mnie w ogóle nie interesuje.
Gala minęła przyjemnie, wygrałam dwie kategorie z czterech nominacji. Czas minął szybko i przyjemnie ale czekaliśmy na ostatni występ. Wnioskowałam, że to był Justin.
*Justin*
Zamknąłem oczy starając się skoncentrować. Było to trudne kiedy wokół ciebie biegało mnóstwo ludzi ciągle coś poprawiając. Za chwilę miałem wyjść na scenę, zaśpiewać na gali.
-Dobra, możecie mnie już zostawić.- warknąłem zdenerwowany.
Dwadzieścia sekund, piętnaście sekund, pięć sekund. Wolnym krokiem wszedłem na scenę. Usłyszałem piski ze wszystkich stron, w odpowiedzi posłałem całej widowni zniewalający uśmiech. Zacząłem śpiewać pierwsze wersy piosenki ,,Pray”. Miała ona dla mnie szczególne znaczenie, chciałem oddać w niej jak najwięcej emocji. Nawet nie wiedziałem kiedy zacząłem zbliżać się do ostatnich wersów piosenki. Dałem z siebie wszystko. Po zakończeniu otrzymałem owacje na stojąco, a sam ukłoniłem się nisko. Spojrzałem na Selenę. Nasze spojrzenia drugi raz tego wieczoru się skrzyżowały, a ona tak samo jak poprzednim razem odwróciła wzrok.
*Selena*
Spojrzałam przed siebie. Znajdowałam się na afterparty po gali, a marzyłam tylko o tym aby znaleźć się w swoim łóżku. Ja i Taylor rozmawiałyśmy z jakimś prezenterem, chodź tylko ona go słuchała. Nie jestem odważna, nie przyciągam ludzkich spojrzeń, nie mam tego daru, że ludziom jest dobrze w moim towarzystwie. Bo wydaje mi się, że na tym polegała... polega jej tajemnica, że ludzie czują się dobrze w jej obecności. Ja nie mam tej cechy. Ja ludzi denerwuję, niepokoję. Nie wiedzą, co ze mną zrobić.Za dużo wiem, za mało się śmieję.
Omiotłam wzrokiem salę. Część ludzi tańczyło w rytm spokojnej muzyki, część siedziało przy barze i popijało drinki. Postanowiłam oddalić się od Taylor, która była pochłonięta rozmową z mężczyzną i ruszyłam w kierunku wolnego krzesła.
-Coś podać?- zapytał przystojny kelner.
-Nie dziękuje, obejdzie się.- nie przepadałam za alkoholem.
-Możemy pogadać?- rozległ się głos za moimi plecami. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam Justina uśmiechającego się nonszalancko.
-Skoro musimy… O co chodzi?- unikałam jego wzroku.
-Wydaje mi się, że Twoja menadżerka gdzieś się zmyła z jakimś gościem- mrugnął znacząco- a na odchodne poprosiła mnie, abym odwiózł cię do domu.
------------------------------------------------
A widzicie! Robię postępy. Rozdział jest dłuższy i dodany w tym tygodniu bo poradziliście sobie z komentarzami <3. Ale muszę was przeprosić, że dopiero dzisiaj. Po prostu o tym zapomniałam... Wybaczcie. A za wizje nagiego Biebera pod prysznicem możecie dziękować w komentarzach ;P
niedziela, 20 stycznia 2013
wtorek, 15 stycznia 2013
03. ,,Chodząc po różowych kroplach deszczu"
*Selena*
-Taylor! Musisz iść na tą galę! Chcesz, żeby jakiś idiota zrujnował Twoją karierę?- Miley usiadła zrezygnowana na łóżku Tay gdzie ona od godziny użalała się nad sobą.
-Ona ma rację!- gwałtownie podniosłam się i odebrałam jej pudełko z chusteczkami. -No już wstawaj! Idziemy na zakupy!
Energicznie się zerwałam, pociągając za sobą Taylor. Sama nie byłam w nastroju aby gdziekolwiek chodzić aczkolwiek Tay była moją przyjaciółką, a ja miałam obowiązek wyciągać ją nawet z najgorszego dołka. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że Conor tak po prostu z nią zerwał.
Wierzę w miłość. Tą prawdziwą bez chęci posiadania, bezinteresowną. Tą, która uszczęśliwia i daje sens istnienia. Wierzę, że można żyć dla kogoś, budzić się i czekać na jeden uśmiech, jedno spojrzenie. I wierzę, że to co zdarzyło się tym dwojga to właśnie taka miłość. Może mnie jeszcze nie dane było mi zasmakować takiej miłości ale wierzę w to, że kiedyś będzie inaczej.
Na myśl o miłości przypomniałam sobie o Justinie. Wzdrygnęłam się próbując zignorować te myśli. Nie widziałam go od dwóch dni i jakoś nie tęskniłam. Wiedziałam, że będzie na gali która miała odbyć się jutro.
-Selena…? Dobrze się czujesz?- moja druga przyjaciółka Miley spojrzała na mnie badawczo.
-Przepraszam, zamyśliłam się.- zdałam sobie sprawę, że siedziałam kilka minut bez ruchu nie odpowiadając na ich pytania. – Gdzie Tay?
-W łazience… Ubiera się.- szatynka spojrzała na mnie badawczo. –O czym myślałaś?
-Ja… o niczym! Zupełnie niczym… tak po prostu… myślałam o tym jak się jutro ubiorę.- zaczęłam się jąkać.
-Możemy iść.- Taylor wynurzyła się z łazienki. Oczy nadal miała czerwone od płaczu lecz wyglądała odrobinę lepiej, niż przed chwilą.
-Dobra, podnosimy dupeczki i ruszamy!- Miley starała się być pozytywna i zabawna co w jej wykonaniu wychodziło dość żałośnie.
*10 minut później*
Kilku reporterów zawadzało nam drogę, wypytując o najnowsze wydarzenia w naszym życiu.
-Selena, czy to prawda, że masz romans z Justinem Bieberem?!
-Taylor, co było powodem rozstania?!
-Miley, co ma oznaczać ta nagła zmiana wizerunku?!
Uśmiechnęłam się pod nosem aby ukryć zmieszanie.
Czemu pytają o Justina? Wiedzą coś? Mam nadzieje, że moja menadżerka nie zrobiła nic bez mojej wiedzy…
W końcu udało nam się przedrzeć przez tłum fotografów, szybko weszłyśmy do środka galerii. Poczułam jak Miley ciągnie mnie do jednego ze sklepów, najwyraźniej zobaczyła tam coś interesującego. Złapałam dłoń Taylor i mocno uścisnęłam po czym uśmiechnęłam się do niej zachęcająco. Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedziała mi tym samym.
-Która lepsza? Biała czy czarna?- zapytała Miley kiedy znalazłyśmy się w sklepie.
Przyłożyła do swojego ciała dwie różne sukienki. Biała była jej do kolan, zakończona falbanką w tym samym kolorze, czarna ciągnęła się aż do ziemi, była zrobiona z przewiewnego materiału, a gdzie niegdzie zdobiły ją cekiny.
-Czarna.- stwierdziłam razem z Taylor w tym samym momencie. Wszystkie trzy zaczęłyśmy się śmiać, a potem nie mogłyśmy przestać. Przechodząca obok nas pani obdarowała nas żenującym spojrzeniem. Przestałyśmy, a kiedy się odwróciła Miley pokazała jej język.
Po trzech godzinach wyszłyśmy z galerii uśmiechnięte chodź nasze barki obciążały stosy toreb z różnych sklepów.
- Straciłyśmy mnóstwo kasy ale przynajmniej poprawiłyśmy humor Taylor.- szepnęła mi Mil.
-Co mówicie?- zapytała ciekawa blondynka.
-Nic, nic. Możemy już iść? Jestem zmęczona?- szybko zmieniła temat.
*Justin*
No dawaj stary, to tylko telefon do jakiejś laski. Czym tu się przejmować?
Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer telefonu który był napisany na kartce.
Po kilku sygnałach odezwał się głos:
-Tak słucham?- miała miękki, melodyjny głos, zupełnie różnił się od tego którego używała podczas naszego pierwszego spotkania.
-Cześć Selena, tu Justin…- zacząłem niepewnie lecz ona mi przerwała.
-Skąd masz mój numer telefonu?- z jej głosu znikła łagodność.
-Z wikipedii. Wystarczy wpisać ,,najpiękniejsza kobieta na świecie”.- powiedziałem zabawnym tonem.
-Skąd ty bierzesz te testy? Nie ważne, co się takiego stało?- pozwoliła mi przejść od razu do konkretów.
-Wiesz, że jutro jest gala? Idziesz na nią?
-Tak i co w związku z tym?
-No wiesz… pomyślałem, że moglibyśmy później gdzieś skoczyć? Oczywiście jako przyjaciele.
-I po to marnujesz mój cenny czas? Żegnaj.
Trzasnęła słuchawką.
---------------------------------------------
Wydaje mi się trochę dłuższy ale i tak obiecywałam inaczej i teraz mam wyrzuty sumienia. Starałam się dodać jak najszybciej ale oczywiście nie wyszło. Chodź dobra wiadomość jest taka, że jeżeli postaracie się z komentarzami to nowy dodam w tym tygodniu.
-Taylor! Musisz iść na tą galę! Chcesz, żeby jakiś idiota zrujnował Twoją karierę?- Miley usiadła zrezygnowana na łóżku Tay gdzie ona od godziny użalała się nad sobą.
-Ona ma rację!- gwałtownie podniosłam się i odebrałam jej pudełko z chusteczkami. -No już wstawaj! Idziemy na zakupy!
Energicznie się zerwałam, pociągając za sobą Taylor. Sama nie byłam w nastroju aby gdziekolwiek chodzić aczkolwiek Tay była moją przyjaciółką, a ja miałam obowiązek wyciągać ją nawet z najgorszego dołka. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że Conor tak po prostu z nią zerwał.
Wierzę w miłość. Tą prawdziwą bez chęci posiadania, bezinteresowną. Tą, która uszczęśliwia i daje sens istnienia. Wierzę, że można żyć dla kogoś, budzić się i czekać na jeden uśmiech, jedno spojrzenie. I wierzę, że to co zdarzyło się tym dwojga to właśnie taka miłość. Może mnie jeszcze nie dane było mi zasmakować takiej miłości ale wierzę w to, że kiedyś będzie inaczej.
Na myśl o miłości przypomniałam sobie o Justinie. Wzdrygnęłam się próbując zignorować te myśli. Nie widziałam go od dwóch dni i jakoś nie tęskniłam. Wiedziałam, że będzie na gali która miała odbyć się jutro.
-Selena…? Dobrze się czujesz?- moja druga przyjaciółka Miley spojrzała na mnie badawczo.
-Przepraszam, zamyśliłam się.- zdałam sobie sprawę, że siedziałam kilka minut bez ruchu nie odpowiadając na ich pytania. – Gdzie Tay?
-W łazience… Ubiera się.- szatynka spojrzała na mnie badawczo. –O czym myślałaś?
-Ja… o niczym! Zupełnie niczym… tak po prostu… myślałam o tym jak się jutro ubiorę.- zaczęłam się jąkać.
-Możemy iść.- Taylor wynurzyła się z łazienki. Oczy nadal miała czerwone od płaczu lecz wyglądała odrobinę lepiej, niż przed chwilą.
-Dobra, podnosimy dupeczki i ruszamy!- Miley starała się być pozytywna i zabawna co w jej wykonaniu wychodziło dość żałośnie.
*10 minut później*
Kilku reporterów zawadzało nam drogę, wypytując o najnowsze wydarzenia w naszym życiu.
-Selena, czy to prawda, że masz romans z Justinem Bieberem?!
-Taylor, co było powodem rozstania?!
-Miley, co ma oznaczać ta nagła zmiana wizerunku?!
Uśmiechnęłam się pod nosem aby ukryć zmieszanie.
Czemu pytają o Justina? Wiedzą coś? Mam nadzieje, że moja menadżerka nie zrobiła nic bez mojej wiedzy…
W końcu udało nam się przedrzeć przez tłum fotografów, szybko weszłyśmy do środka galerii. Poczułam jak Miley ciągnie mnie do jednego ze sklepów, najwyraźniej zobaczyła tam coś interesującego. Złapałam dłoń Taylor i mocno uścisnęłam po czym uśmiechnęłam się do niej zachęcająco. Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedziała mi tym samym.
-Która lepsza? Biała czy czarna?- zapytała Miley kiedy znalazłyśmy się w sklepie.
Przyłożyła do swojego ciała dwie różne sukienki. Biała była jej do kolan, zakończona falbanką w tym samym kolorze, czarna ciągnęła się aż do ziemi, była zrobiona z przewiewnego materiału, a gdzie niegdzie zdobiły ją cekiny.
-Czarna.- stwierdziłam razem z Taylor w tym samym momencie. Wszystkie trzy zaczęłyśmy się śmiać, a potem nie mogłyśmy przestać. Przechodząca obok nas pani obdarowała nas żenującym spojrzeniem. Przestałyśmy, a kiedy się odwróciła Miley pokazała jej język.
Po trzech godzinach wyszłyśmy z galerii uśmiechnięte chodź nasze barki obciążały stosy toreb z różnych sklepów.
- Straciłyśmy mnóstwo kasy ale przynajmniej poprawiłyśmy humor Taylor.- szepnęła mi Mil.
-Co mówicie?- zapytała ciekawa blondynka.
-Nic, nic. Możemy już iść? Jestem zmęczona?- szybko zmieniła temat.
*Justin*
No dawaj stary, to tylko telefon do jakiejś laski. Czym tu się przejmować?
Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer telefonu który był napisany na kartce.
Po kilku sygnałach odezwał się głos:
-Tak słucham?- miała miękki, melodyjny głos, zupełnie różnił się od tego którego używała podczas naszego pierwszego spotkania.
-Cześć Selena, tu Justin…- zacząłem niepewnie lecz ona mi przerwała.
-Skąd masz mój numer telefonu?- z jej głosu znikła łagodność.
-Z wikipedii. Wystarczy wpisać ,,najpiękniejsza kobieta na świecie”.- powiedziałem zabawnym tonem.
-Skąd ty bierzesz te testy? Nie ważne, co się takiego stało?- pozwoliła mi przejść od razu do konkretów.
-Wiesz, że jutro jest gala? Idziesz na nią?
-Tak i co w związku z tym?
-No wiesz… pomyślałem, że moglibyśmy później gdzieś skoczyć? Oczywiście jako przyjaciele.
-I po to marnujesz mój cenny czas? Żegnaj.
Trzasnęła słuchawką.
---------------------------------------------
Wydaje mi się trochę dłuższy ale i tak obiecywałam inaczej i teraz mam wyrzuty sumienia. Starałam się dodać jak najszybciej ale oczywiście nie wyszło. Chodź dobra wiadomość jest taka, że jeżeli postaracie się z komentarzami to nowy dodam w tym tygodniu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)