poniedziałek, 25 lutego 2013

06. ,,Moje oczy opowiadają historie twojego bólu.”


*Justin*
Obudziłem się z bólem głowy. Pomyślałem, że to dziwne. Wczoraj nie tchnąłem ani jednego drinka więc to nie mógł być kac. Miałem wyrzuty sumienia. Wczoraj okłamałem Selenę w sprawie z jej menadżerką. Sam odprawiłem ją do domu pod pretekstem tego, że ja zajmę się Seleną. Wcześniej chciałem ją tylko ,,zdobyć”, chciałem pokazać, że mogę mieć każdą. Ale po tym co wczoraj mi powiedziała… chciałem się nią zaopiekować. Zapewnić jej bezpieczeństwo, sprawić, że będzie się uśmiechać. Zaczynało mi zależeć, chodź znałem ją zaledwie dwa dni, a ona była dla mnie wyjątkowo chamska. Jednak kiedy siedzieliśmy w samochodzie… To było tak jakby zrzuciła jakąś maskę i pokazała prawdziwą siebie… Zaczynało mi zależeć, a przecież nigdy mi nie zależało.
Nigdy nie mów nigdy stary.- upomniałem się w myślach.
*Selena*
Kiedy się obudziłam natychmiast postanowiłam zadzwonić do Jennifer. Nie mogłam uwierzyć, że mnie wystawiła, a jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć w to co się stało. W to co ja jemu powiedziałam… nikomu o tym nie mówiłam więc dlaczego właśnie on… Coś mi się przypominało ,gdy na niego patrzałam, chociaż nie wiedziałam co. Miałam wrażenie, jakby mój mózg pracował na najwyższych obrotach, jakby próbował się do czego dogrzebać, ale ciągle nie wiem, co to jest. Coś w Jego sposobie poruszania się, mówienia… coś mnie przyciągało.
Powoli i ociężale wyszłam z łóżka i wzięłam do ręki telefon który leżał na komodzie, następnie się o nią oparłam. Wybrałam numer do Jennifer i przyłożyłam telefon do ucha. Po kilku sygnałach rozległ się jej dźwięczny głos:
-Tak słucham?
-Jennifer, musimy poważnie pogadać. Powiedz mi jak mogłaś to zrobić wiedząc, że go nie cierpię?- przeszłam od razu do sedna.
-Ale… co?- zapytała nieprzytomnym głosem.
-A to, że zostawiłaś mnie na gali, bez żadnego transportu i poprosiłaś Justina aby mnie odwiózł! W tym czasie ty bawiłaś się z jakimś facetem!- odparłam oskarżycielsko.
-Selena chyba rzuca ci się na głowę.- powiedziała, a ja się skrzywiłam.- Nie byłam wczoraj z nikim! Po prostu byłam zmęczona, a Justin zaproponował, że on cię podwiezie. To wszystko.
-Co?! Chyba żartujesz… okłamał mnie. W sumie mogłam się spodziewać…- byłam na niego strasznie zła.
-A jeżeli mówimy o nim. Spotykacie się dzisiaj. Podjedzie do ciebie o 16:00.- poinformowała mnie.
-Dlaczego tak późno dowiaduje się o takich rzeczach? Może ja wcale nie chce.- postawiłam się.
-Przykro mi Selena, nie masz wyboru. To już ustalone.- powiedziała po czym pośpiesznie się pożegnała:
-Przepraszam muszę kończyć. Na razie!
*Justin*
Jechałem ulicami Los Angeles z prędkością znacząco przekraczającą przepisy drogowe. Jakoś mnie to nie obeszło. Wiedziałem, że nawet jeśli policja mnie złapię jakoś wymigam się od mandatu. Chciałem jak najszybciej zobaczyć się z Seleną, pogadać z nią o tym co się wczoraj stało. Kiedy w końcu zobaczyłem jej dom wyhamowałem gwałtownie. Kilka osób idących ulicą odwróciło głowę.
Jutrzejsze nagłówki gazet będą głosić, że Bieber jeździ jak wariat. Cudownie.
Wysiadłem z samochodu, po czym przeczesałem moje włosy. Wolnym i luźnym krokiem ruszyłem do drzwi, a kiedy już tam byłem zadzwoniłem do drzwi. Usłyszałem jak ktoś szybko i energicznie schodzi schodami, a potem w drzwiach ukazała się Selena. Kiedy tylko mnie zobaczyła uśmiech zszedł z jej twarzy, a jej dłonie zmieniły się w pięści.
-Co ty tu robisz?- warknęła.
-Przecież mieliśmy się spotkać, prawda?- uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
-Myślałam, że masz w sobie odrobinę pokory i nie przyjdziesz.- powiedziała i popatrzyła na mnie z odrazą.
Ups… Już wie.
-Sel, to nie tak…
Chciałem się jakoś wytłumaczyć ale nie pozwoliła mi przerywając:
-Nie zwracaj się tak do mnie.- chwyciła kurtkę, wyszła na dwór i zamknęła za sobą drzwi.
-Co taki zdziwiony?- spytała na widok mojej miny.- Myślałam, że mamy gdzieś iść. Czym prędzej tym lepiej.
Zdecydowanym krokiem kroczyła w kierunku mojego samochodu, a ja stałem jak wryty i podziwiałem jej biodra kołyszące się jakby w rytm jakiejś niesłyszalnej dla mnie piosenki.
-No, idziesz czy nie?- zapytała stojąc przy moim samochodzie. Gwałtownie się wzdrygnąłem.
-Już idę.- powiedziałem powoli. Po chwili znalazłem się obok niej, po czym otworzyłem jej drzwi do samochodu.
-Dziękuje.- powiedziała sucho i wsiadła do auta.
Okrążyłem samochód i również znalazłem się w środku. Ruszyłem, a ona już po paru sekundach jazdy zbladła.
-A więc…- zaczęła patrząc niepewnie na licznik prędkości.- Co będziemy robić?
-Zabieram cię na spacer.- odpowiedziałem.
-Bieber! Czy ty chcesz mnie zabić?!- wykrzyknęła kiedy gwałtownie zahamowałem przed czerwonym światłem.
-Spokojnie… Dr. Bieber ma wszystko pod kontrolom.- uspokoiłem ją i posłałem zalotny uśmiech.
-Wątpię.-  skrzywiła się- Ja naprawdę nie chce wylądować w szpitalu. Może daj mi poprowadzić?
-O patrz jaki dziwny pies!- zawołałem parkując.
O mało nie wjechałem w drugi samochód zaparkowany nieopodal.
-Ja pierdole! Czy ty nie możesz patrzeć na drogę?!- wykrzyczała patrząc na mnie oskarżycielsko.
Potem nastąpiła cisza. Ja patrzałem na nią, ona odwróciła głowę w bok.
-Nie, na serio jest dziwny.- powiedziała przerywając ciszę.
Nie odpowiedziałem tylko patrzałem na nią.  Miała ciemne włosy, długie, pofalowane. Cera idealna, twarz miała zaokrągloną lecz świetnie pasującą do dziewczyny. Jej brązowe oczy były tak rozświetlone, że można było odgadnąć barwę z daleka. Wyglądała cudownie w blasku słońca. Była ubrana w błękitną, letnią sukienkę, która powiewała leciutko na wietrze wpadającym przez odkryty dach. Znałem ją krótko, a już zaczynało mi zależeć. Pierwszy raz w życiu.
-Co się stało?- spytała i popatrzyła w moim kierunku.
-Przepraszam… nie chciałem aby coś ci się stało.- wyjąkałem.
-Oj, przestań już. Następnym razem ja prowadzę. Idziemy?- zapytała otwierając drzwi do samochodu.
-Jasne.- odpowiedziałem po czym wyjąłem kluczyki ze stacyjki.
*Selena*
Szliśmy malowniczymi uliczkami parku w Los Angeles. Bardzo blisko siebie. Za blisko. Całkiem świadoma jego bliskości poczułam zniewalający zapach, który już od dawna doprowadzał mnie do obłędu. Zapach ten unosił się w powietrzu, wypełniał całą przestrzeń. Czułam go bardzo wyraźnie. Był błogi, upajający, wręcz zniewalający. Jego intensywność natężała się z każdą chwilą. Zmusiłam każdy nerw mojego ciała do przesunięcia się. W końcu to zrobiłam, a mój umysł zareagował tak jakby wybudził się z jakiegoś intensywnego snu.
Co ty robisz?!
-Coś się stało?- zapytał chłopak. Najwidoczniej zauważył, że od niego odskoczyłam i pobladłam. Rozpaczliwie rozejrzałam się po otoczeniu szukając czegoś co mogłoby wyjaśnić moje zachowanie. I nagle zobaczyłam.
-Fotoreporterzy.- powiedziałam cicho kiwając głową w kierunku ich pobytu.
-Uciekamy?- spytał uśmiechając się do mnie zawadiacko.
 -------------------------------------------------------------------
Kurde w sumie to nie wiem co wam napisać. O mogę was uprzedzić, że nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział bo mi się komputer ostatnio psuje.

wtorek, 12 lutego 2013

05. ,,Miłość to takie nic, które może być wszystkim "

-Żartujesz sobie ze mnie, prawda?- spanikowałam. 
-Nie, nie żartuje. Idziesz czy wolisz jeszcze zostać?- zapytał całkiem poważnie.
-Za żadne skarby z tobą nie pojadę. Nie ma mowy.- spoważniałam. 
-Nie masz wyboru kochanie. Chyba, że wolisz wracać na piechotę…- spojrzał na mnie rozbawiony. 
Zastanowiłam się chwilę, intensywnie przyglądając w jeden punkt nad jego głową. Westchnęłam i powiedziałam:
-Chyba nie mam wyboru. Idziemy.- energicznie zeszłam ze stołka i ruszyłam w kierunku drzwi. Kątem oka zobaczyłam, że Justin idzie za mną. Otworzyłam powoli drzwi wejściowe i wyszłam na zewnątrz. Natychmiast moje nagie ramiona zaczęły drżeć, ponieważ na dworze było przeraźliwie zimno. 
-Zimno ci?- wyszeptał do mojego ucha. Nie dał mi odpowiedzieć, tylko wsunął swoją marynarkę na moje ramiona.  Pachniała mydłem migdałowym i jego perfumami. Była przyjemnie ciepła, moje ramiona od razu się rozgrzały.
-Dziękuje.- szepnęłam kiedy otwierał drzwi przede mną. 
Usiadłam na fotelu obitym czarną skórą i rozejrzałam się. Samochód był naszpikowany różnymi gadżetami, to nie był mój styl jednak mi się podobał. Usłyszałam jak Justin wsiadł do auta, nie chciałam patrzeć w jego stronę. Był cholernie przystojny i pociągający. Do tej pory nie spotkałam chłopaka z tak delikatną, a zarazem seksowną urodą.
-Ty... nie musiałeś.- wskazałam na jego marynarkę.
-Uwierz mi, to dla mnie przyjemność.- uśmiechnął się promiennie. 
Jechaliśmy w milczeniu lecz on przerwał:
-Uh... Selena...- spojrzał znacząco na moje uda. Dopiero teraz zauważyłam, że moja sukienka zsunęła się do góry i widać mi było prawie wszystko. Justin był purpurowy na policzkach. Rozśmieszyło mnie to, ale podciągnęłam szybko moją sukienkę. Zagryzłam wargę z zażenowania. 
-Wyglądasz ślicznie, kiedy przygryzasz wargę.- spojrzał na mnie zalotnie.
-Nie przesadzaj z tymi komplementami. W ogóle to skąd wiesz gdzie mnie zawieść?- dopiero teraz zajęłam się tą materią. 
-Twoja menadżerka dała mi kartkę z adresem.- pomachał mi przed oczami jakimś papierkiem. 
-Dalej nie mogę uwierzyć, że to zrobiła...
-Daj spokój, ma prawo do odrobiny przyjemności. 
-Ale dobrze wie, że ja cię...- miałam powiedzieć nienawidzę lecz się powstrzymałam. 
-Że mnie co?- dopytywał się. 
-Nie ważne.- nie wiedziałam jak wybrnąć z tej sytuacji, na szczęście w radiu zaczęła lecieć piosenka Justina ,,Baby". Uśmiechnął się pod nosem i podgłosił radio. Zaczął nucić pod nosem, a ja powiedziałam:
-Żartujesz sobie?
-Nie, no dalej nie znasz tego? Nie wierzę.- zaczął śpiewać coraz głośniej i głośniej a ja cały czas się śmiałam. Nie mogłam się opanować od śmiechu ale po chwili dołączyłam do niego. Wyliśmy tak, że było nas słychać w całym Los Angeles. Kiedy skończyła się piosenka, my byliśmy już pod moim domem. Śmialiśmy się jeszcze parę sekund aż w końcu się opanowaliśmy i zapadło milczenie. Zsunęłam jego marynarkę z swoich ramiom i chciałam mu oddać. Kiedy przesunęłam się bliżej aby to zrobić nasze wargi znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Czułam jego oddech na swoim policzku. Odsunęłam się gwałtownie, wyjąkałam oschłe ,,cześć" i wyszłam z samochodu. Szybko zaczęłam zbliżać się do drzwi jednak usłyszałam jak woła mnie Justin. W końcu mnie dogonił i zapytał patrząc mi w oczy:
-Dlaczego udajesz?
-Wiesz, dlaczego udaję? Odpowiedź jest bardzo prosta. Udaję, bo będąc sobą, nie akceptujesz mnie. Udaję, bo uważam, że tak jest lepiej, że w ten sposób nikt mnie nie zrani, bo jak można zranić kłamstwa? Chciałabym móc przestać, ale stałam się w tym tak dobra, że już nie umiem inaczej żyć. Boję się być sobą.- nie wiem dlaczego odpowiedziałam szczerze. Nikomu jeszcze tego nie powiedziałam i nie wiedziałam dlaczego wybrałam akurat jego. Nie odpowiedział, więc ja odwróciłam się i weszłam do swojego domu. 
---------------------------------------------------------------
Znowu nawaliłam z długością... Ale mnie osobiście rozdział się podoba i jestem zadowolona. Przepraszam za to, że musieliście tak długo czekać. Wynagrodzę wam to tym, że w sobotę albo niedzielę dodam nowy długi rozdział.