*Justin*
Obudziłem
się z bólem głowy. Pomyślałem, że to dziwne. Wczoraj nie tchnąłem ani jednego
drinka więc to nie mógł być kac. Miałem wyrzuty sumienia. Wczoraj okłamałem
Selenę w sprawie z jej menadżerką. Sam odprawiłem ją do domu pod pretekstem tego,
że ja zajmę się Seleną. Wcześniej chciałem ją tylko ,,zdobyć”, chciałem
pokazać, że mogę mieć każdą. Ale po tym co wczoraj mi powiedziała… chciałem się
nią zaopiekować. Zapewnić jej bezpieczeństwo, sprawić, że będzie się uśmiechać.
Zaczynało mi zależeć, chodź znałem ją zaledwie dwa dni, a ona była dla mnie
wyjątkowo chamska. Jednak kiedy siedzieliśmy w samochodzie… To było tak jakby
zrzuciła jakąś maskę i pokazała prawdziwą siebie… Zaczynało mi zależeć, a
przecież nigdy mi nie zależało.
Nigdy
nie mów nigdy stary.- upomniałem się w myślach.
*Selena*
Kiedy się obudziłam natychmiast postanowiłam zadzwonić do Jennifer.
Nie mogłam uwierzyć, że mnie wystawiła, a jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć
w to co się stało. W to co ja jemu powiedziałam… nikomu o tym nie mówiłam więc
dlaczego właśnie on… Coś mi się przypominało ,gdy na niego patrzałam, chociaż
nie wiedziałam co. Miałam wrażenie, jakby mój mózg pracował na najwyższych
obrotach, jakby próbował się do czego dogrzebać, ale ciągle nie wiem, co to
jest. Coś w Jego sposobie poruszania się, mówienia… coś mnie przyciągało.
Powoli i ociężale wyszłam z łóżka i wzięłam do ręki telefon
który leżał na komodzie, następnie się o nią oparłam. Wybrałam numer do
Jennifer i przyłożyłam telefon do ucha. Po kilku sygnałach rozległ się jej
dźwięczny głos:
-Tak słucham?
-Jennifer, musimy poważnie pogadać. Powiedz mi jak mogłaś to
zrobić wiedząc, że go nie cierpię?- przeszłam od razu do sedna.
-Ale… co?- zapytała nieprzytomnym głosem.
-A to, że zostawiłaś mnie na gali, bez żadnego transportu i
poprosiłaś Justina aby mnie odwiózł! W tym czasie ty bawiłaś się z jakimś
facetem!- odparłam oskarżycielsko.
-Selena chyba rzuca ci się na głowę.- powiedziała, a ja się
skrzywiłam.- Nie byłam wczoraj z nikim! Po prostu byłam zmęczona, a Justin
zaproponował, że on cię podwiezie. To wszystko.
-Co?! Chyba żartujesz… okłamał mnie. W sumie mogłam się
spodziewać…- byłam na niego strasznie zła.
-A jeżeli mówimy o nim. Spotykacie się dzisiaj. Podjedzie do
ciebie o 16:00.- poinformowała mnie.
-Dlaczego tak późno dowiaduje się o takich rzeczach? Może ja
wcale nie chce.- postawiłam się.
-Przykro mi Selena, nie masz wyboru. To już ustalone.-
powiedziała po czym pośpiesznie się pożegnała:
-Przepraszam muszę kończyć. Na razie!
*Justin*
Jechałem ulicami Los Angeles z prędkością znacząco
przekraczającą przepisy drogowe. Jakoś mnie to nie obeszło. Wiedziałem, że
nawet jeśli policja mnie złapię jakoś wymigam się od mandatu. Chciałem jak
najszybciej zobaczyć się z Seleną, pogadać z nią o tym co się wczoraj stało.
Kiedy w końcu zobaczyłem jej dom wyhamowałem gwałtownie. Kilka osób idących
ulicą odwróciło głowę.
Jutrzejsze nagłówki gazet będą głosić, że Bieber jeździ jak
wariat. Cudownie.
Wysiadłem z samochodu, po czym przeczesałem moje włosy. Wolnym
i luźnym krokiem ruszyłem do drzwi, a kiedy już tam byłem zadzwoniłem do drzwi.
Usłyszałem jak ktoś szybko i energicznie schodzi schodami, a potem w drzwiach
ukazała się Selena. Kiedy tylko mnie zobaczyła uśmiech zszedł z jej twarzy, a jej dłonie zmieniły się
w pięści.
-Co ty tu robisz?- warknęła.
-Przecież mieliśmy się spotkać,
prawda?- uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
-Myślałam, że masz w sobie odrobinę
pokory i nie przyjdziesz.- powiedziała i popatrzyła na mnie z odrazą.
Ups… Już wie.
-Sel, to nie tak…
Chciałem się jakoś wytłumaczyć ale
nie pozwoliła mi przerywając:
-Nie zwracaj się tak do mnie.-
chwyciła kurtkę, wyszła na dwór i zamknęła za sobą drzwi.
-Co taki zdziwiony?- spytała na
widok mojej miny.- Myślałam, że mamy gdzieś iść. Czym prędzej tym lepiej.
Zdecydowanym krokiem kroczyła w
kierunku mojego samochodu, a ja stałem jak wryty i podziwiałem jej biodra
kołyszące się jakby w rytm jakiejś niesłyszalnej dla mnie piosenki.
-No, idziesz czy nie?- zapytała
stojąc przy moim samochodzie. Gwałtownie się wzdrygnąłem.
-Już idę.- powiedziałem powoli. Po
chwili znalazłem się obok niej, po czym otworzyłem jej drzwi do samochodu.
-Dziękuje.- powiedziała sucho i
wsiadła do auta.
Okrążyłem samochód i również
znalazłem się w środku. Ruszyłem, a ona już po paru sekundach jazdy zbladła.
-A więc…- zaczęła patrząc niepewnie
na licznik prędkości.- Co będziemy robić?
-Zabieram cię na spacer.-
odpowiedziałem.
-Bieber! Czy ty chcesz mnie zabić?!-
wykrzyknęła kiedy gwałtownie zahamowałem przed czerwonym światłem.
-Spokojnie… Dr. Bieber ma wszystko
pod kontrolom.- uspokoiłem ją i posłałem zalotny uśmiech.
-Wątpię.- skrzywiła się- Ja naprawdę nie chce wylądować
w szpitalu. Może daj mi poprowadzić?
-O patrz jaki dziwny pies!- zawołałem
parkując.
O mało nie wjechałem w drugi
samochód zaparkowany nieopodal.
-Ja pierdole! Czy ty nie możesz
patrzeć na drogę?!- wykrzyczała patrząc na mnie oskarżycielsko.
Potem nastąpiła cisza. Ja patrzałem
na nią, ona odwróciła głowę w bok.
-Nie, na serio jest dziwny.-
powiedziała przerywając ciszę.
Nie odpowiedziałem tylko patrzałem
na nią. Miała ciemne włosy,
długie, pofalowane. Cera idealna, twarz miała zaokrągloną lecz świetnie pasującą do
dziewczyny. Jej brązowe oczy były tak
rozświetlone, że można było odgadnąć barwę z daleka. Wyglądała cudownie w
blasku słońca. Była ubrana w błękitną,
letnią sukienkę, która powiewała leciutko na wietrze wpadającym przez odkryty
dach. Znałem ją krótko, a już zaczynało mi zależeć. Pierwszy raz w życiu.
-Co się stało?- spytała i popatrzyła w moim kierunku.
-Przepraszam… nie chciałem aby coś ci się stało.- wyjąkałem.
-Oj, przestań już. Następnym razem ja prowadzę. Idziemy?-
zapytała otwierając drzwi do samochodu.
-Jasne.- odpowiedziałem po czym wyjąłem kluczyki ze
stacyjki.
*Selena*
Szliśmy malowniczymi uliczkami parku w Los Angeles. Bardzo
blisko siebie. Za blisko. Całkiem świadoma jego bliskości poczułam zniewalający zapach, który
już od dawna doprowadzał mnie do obłędu. Zapach ten
unosił się w powietrzu, wypełniał całą przestrzeń. Czułam go
bardzo wyraźnie. Był błogi, upajający, wręcz zniewalający. Jego intensywność natężała się z każdą
chwilą. Zmusiłam każdy nerw mojego ciała do przesunięcia się. W końcu to
zrobiłam, a mój umysł zareagował tak jakby wybudził się z jakiegoś intensywnego
snu.
Co ty robisz?!
-Coś się stało?- zapytał chłopak. Najwidoczniej zauważył, że
od niego odskoczyłam i pobladłam. Rozpaczliwie rozejrzałam się po otoczeniu
szukając czegoś co mogłoby wyjaśnić moje zachowanie. I nagle zobaczyłam.
-Fotoreporterzy.- powiedziałam cicho kiwając głową w
kierunku ich pobytu.
-Uciekamy?- spytał uśmiechając się do mnie zawadiacko.
-------------------------------------------------------------------
Kurde w sumie to nie wiem co wam napisać. O mogę was uprzedzić, że nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział bo mi się komputer ostatnio psuje.