poniedziałek, 25 lutego 2013

06. ,,Moje oczy opowiadają historie twojego bólu.”


*Justin*
Obudziłem się z bólem głowy. Pomyślałem, że to dziwne. Wczoraj nie tchnąłem ani jednego drinka więc to nie mógł być kac. Miałem wyrzuty sumienia. Wczoraj okłamałem Selenę w sprawie z jej menadżerką. Sam odprawiłem ją do domu pod pretekstem tego, że ja zajmę się Seleną. Wcześniej chciałem ją tylko ,,zdobyć”, chciałem pokazać, że mogę mieć każdą. Ale po tym co wczoraj mi powiedziała… chciałem się nią zaopiekować. Zapewnić jej bezpieczeństwo, sprawić, że będzie się uśmiechać. Zaczynało mi zależeć, chodź znałem ją zaledwie dwa dni, a ona była dla mnie wyjątkowo chamska. Jednak kiedy siedzieliśmy w samochodzie… To było tak jakby zrzuciła jakąś maskę i pokazała prawdziwą siebie… Zaczynało mi zależeć, a przecież nigdy mi nie zależało.
Nigdy nie mów nigdy stary.- upomniałem się w myślach.
*Selena*
Kiedy się obudziłam natychmiast postanowiłam zadzwonić do Jennifer. Nie mogłam uwierzyć, że mnie wystawiła, a jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć w to co się stało. W to co ja jemu powiedziałam… nikomu o tym nie mówiłam więc dlaczego właśnie on… Coś mi się przypominało ,gdy na niego patrzałam, chociaż nie wiedziałam co. Miałam wrażenie, jakby mój mózg pracował na najwyższych obrotach, jakby próbował się do czego dogrzebać, ale ciągle nie wiem, co to jest. Coś w Jego sposobie poruszania się, mówienia… coś mnie przyciągało.
Powoli i ociężale wyszłam z łóżka i wzięłam do ręki telefon który leżał na komodzie, następnie się o nią oparłam. Wybrałam numer do Jennifer i przyłożyłam telefon do ucha. Po kilku sygnałach rozległ się jej dźwięczny głos:
-Tak słucham?
-Jennifer, musimy poważnie pogadać. Powiedz mi jak mogłaś to zrobić wiedząc, że go nie cierpię?- przeszłam od razu do sedna.
-Ale… co?- zapytała nieprzytomnym głosem.
-A to, że zostawiłaś mnie na gali, bez żadnego transportu i poprosiłaś Justina aby mnie odwiózł! W tym czasie ty bawiłaś się z jakimś facetem!- odparłam oskarżycielsko.
-Selena chyba rzuca ci się na głowę.- powiedziała, a ja się skrzywiłam.- Nie byłam wczoraj z nikim! Po prostu byłam zmęczona, a Justin zaproponował, że on cię podwiezie. To wszystko.
-Co?! Chyba żartujesz… okłamał mnie. W sumie mogłam się spodziewać…- byłam na niego strasznie zła.
-A jeżeli mówimy o nim. Spotykacie się dzisiaj. Podjedzie do ciebie o 16:00.- poinformowała mnie.
-Dlaczego tak późno dowiaduje się o takich rzeczach? Może ja wcale nie chce.- postawiłam się.
-Przykro mi Selena, nie masz wyboru. To już ustalone.- powiedziała po czym pośpiesznie się pożegnała:
-Przepraszam muszę kończyć. Na razie!
*Justin*
Jechałem ulicami Los Angeles z prędkością znacząco przekraczającą przepisy drogowe. Jakoś mnie to nie obeszło. Wiedziałem, że nawet jeśli policja mnie złapię jakoś wymigam się od mandatu. Chciałem jak najszybciej zobaczyć się z Seleną, pogadać z nią o tym co się wczoraj stało. Kiedy w końcu zobaczyłem jej dom wyhamowałem gwałtownie. Kilka osób idących ulicą odwróciło głowę.
Jutrzejsze nagłówki gazet będą głosić, że Bieber jeździ jak wariat. Cudownie.
Wysiadłem z samochodu, po czym przeczesałem moje włosy. Wolnym i luźnym krokiem ruszyłem do drzwi, a kiedy już tam byłem zadzwoniłem do drzwi. Usłyszałem jak ktoś szybko i energicznie schodzi schodami, a potem w drzwiach ukazała się Selena. Kiedy tylko mnie zobaczyła uśmiech zszedł z jej twarzy, a jej dłonie zmieniły się w pięści.
-Co ty tu robisz?- warknęła.
-Przecież mieliśmy się spotkać, prawda?- uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
-Myślałam, że masz w sobie odrobinę pokory i nie przyjdziesz.- powiedziała i popatrzyła na mnie z odrazą.
Ups… Już wie.
-Sel, to nie tak…
Chciałem się jakoś wytłumaczyć ale nie pozwoliła mi przerywając:
-Nie zwracaj się tak do mnie.- chwyciła kurtkę, wyszła na dwór i zamknęła za sobą drzwi.
-Co taki zdziwiony?- spytała na widok mojej miny.- Myślałam, że mamy gdzieś iść. Czym prędzej tym lepiej.
Zdecydowanym krokiem kroczyła w kierunku mojego samochodu, a ja stałem jak wryty i podziwiałem jej biodra kołyszące się jakby w rytm jakiejś niesłyszalnej dla mnie piosenki.
-No, idziesz czy nie?- zapytała stojąc przy moim samochodzie. Gwałtownie się wzdrygnąłem.
-Już idę.- powiedziałem powoli. Po chwili znalazłem się obok niej, po czym otworzyłem jej drzwi do samochodu.
-Dziękuje.- powiedziała sucho i wsiadła do auta.
Okrążyłem samochód i również znalazłem się w środku. Ruszyłem, a ona już po paru sekundach jazdy zbladła.
-A więc…- zaczęła patrząc niepewnie na licznik prędkości.- Co będziemy robić?
-Zabieram cię na spacer.- odpowiedziałem.
-Bieber! Czy ty chcesz mnie zabić?!- wykrzyknęła kiedy gwałtownie zahamowałem przed czerwonym światłem.
-Spokojnie… Dr. Bieber ma wszystko pod kontrolom.- uspokoiłem ją i posłałem zalotny uśmiech.
-Wątpię.-  skrzywiła się- Ja naprawdę nie chce wylądować w szpitalu. Może daj mi poprowadzić?
-O patrz jaki dziwny pies!- zawołałem parkując.
O mało nie wjechałem w drugi samochód zaparkowany nieopodal.
-Ja pierdole! Czy ty nie możesz patrzeć na drogę?!- wykrzyczała patrząc na mnie oskarżycielsko.
Potem nastąpiła cisza. Ja patrzałem na nią, ona odwróciła głowę w bok.
-Nie, na serio jest dziwny.- powiedziała przerywając ciszę.
Nie odpowiedziałem tylko patrzałem na nią.  Miała ciemne włosy, długie, pofalowane. Cera idealna, twarz miała zaokrągloną lecz świetnie pasującą do dziewczyny. Jej brązowe oczy były tak rozświetlone, że można było odgadnąć barwę z daleka. Wyglądała cudownie w blasku słońca. Była ubrana w błękitną, letnią sukienkę, która powiewała leciutko na wietrze wpadającym przez odkryty dach. Znałem ją krótko, a już zaczynało mi zależeć. Pierwszy raz w życiu.
-Co się stało?- spytała i popatrzyła w moim kierunku.
-Przepraszam… nie chciałem aby coś ci się stało.- wyjąkałem.
-Oj, przestań już. Następnym razem ja prowadzę. Idziemy?- zapytała otwierając drzwi do samochodu.
-Jasne.- odpowiedziałem po czym wyjąłem kluczyki ze stacyjki.
*Selena*
Szliśmy malowniczymi uliczkami parku w Los Angeles. Bardzo blisko siebie. Za blisko. Całkiem świadoma jego bliskości poczułam zniewalający zapach, który już od dawna doprowadzał mnie do obłędu. Zapach ten unosił się w powietrzu, wypełniał całą przestrzeń. Czułam go bardzo wyraźnie. Był błogi, upajający, wręcz zniewalający. Jego intensywność natężała się z każdą chwilą. Zmusiłam każdy nerw mojego ciała do przesunięcia się. W końcu to zrobiłam, a mój umysł zareagował tak jakby wybudził się z jakiegoś intensywnego snu.
Co ty robisz?!
-Coś się stało?- zapytał chłopak. Najwidoczniej zauważył, że od niego odskoczyłam i pobladłam. Rozpaczliwie rozejrzałam się po otoczeniu szukając czegoś co mogłoby wyjaśnić moje zachowanie. I nagle zobaczyłam.
-Fotoreporterzy.- powiedziałam cicho kiwając głową w kierunku ich pobytu.
-Uciekamy?- spytał uśmiechając się do mnie zawadiacko.
 -------------------------------------------------------------------
Kurde w sumie to nie wiem co wam napisać. O mogę was uprzedzić, że nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział bo mi się komputer ostatnio psuje.

wtorek, 12 lutego 2013

05. ,,Miłość to takie nic, które może być wszystkim "

-Żartujesz sobie ze mnie, prawda?- spanikowałam. 
-Nie, nie żartuje. Idziesz czy wolisz jeszcze zostać?- zapytał całkiem poważnie.
-Za żadne skarby z tobą nie pojadę. Nie ma mowy.- spoważniałam. 
-Nie masz wyboru kochanie. Chyba, że wolisz wracać na piechotę…- spojrzał na mnie rozbawiony. 
Zastanowiłam się chwilę, intensywnie przyglądając w jeden punkt nad jego głową. Westchnęłam i powiedziałam:
-Chyba nie mam wyboru. Idziemy.- energicznie zeszłam ze stołka i ruszyłam w kierunku drzwi. Kątem oka zobaczyłam, że Justin idzie za mną. Otworzyłam powoli drzwi wejściowe i wyszłam na zewnątrz. Natychmiast moje nagie ramiona zaczęły drżeć, ponieważ na dworze było przeraźliwie zimno. 
-Zimno ci?- wyszeptał do mojego ucha. Nie dał mi odpowiedzieć, tylko wsunął swoją marynarkę na moje ramiona.  Pachniała mydłem migdałowym i jego perfumami. Była przyjemnie ciepła, moje ramiona od razu się rozgrzały.
-Dziękuje.- szepnęłam kiedy otwierał drzwi przede mną. 
Usiadłam na fotelu obitym czarną skórą i rozejrzałam się. Samochód był naszpikowany różnymi gadżetami, to nie był mój styl jednak mi się podobał. Usłyszałam jak Justin wsiadł do auta, nie chciałam patrzeć w jego stronę. Był cholernie przystojny i pociągający. Do tej pory nie spotkałam chłopaka z tak delikatną, a zarazem seksowną urodą.
-Ty... nie musiałeś.- wskazałam na jego marynarkę.
-Uwierz mi, to dla mnie przyjemność.- uśmiechnął się promiennie. 
Jechaliśmy w milczeniu lecz on przerwał:
-Uh... Selena...- spojrzał znacząco na moje uda. Dopiero teraz zauważyłam, że moja sukienka zsunęła się do góry i widać mi było prawie wszystko. Justin był purpurowy na policzkach. Rozśmieszyło mnie to, ale podciągnęłam szybko moją sukienkę. Zagryzłam wargę z zażenowania. 
-Wyglądasz ślicznie, kiedy przygryzasz wargę.- spojrzał na mnie zalotnie.
-Nie przesadzaj z tymi komplementami. W ogóle to skąd wiesz gdzie mnie zawieść?- dopiero teraz zajęłam się tą materią. 
-Twoja menadżerka dała mi kartkę z adresem.- pomachał mi przed oczami jakimś papierkiem. 
-Dalej nie mogę uwierzyć, że to zrobiła...
-Daj spokój, ma prawo do odrobiny przyjemności. 
-Ale dobrze wie, że ja cię...- miałam powiedzieć nienawidzę lecz się powstrzymałam. 
-Że mnie co?- dopytywał się. 
-Nie ważne.- nie wiedziałam jak wybrnąć z tej sytuacji, na szczęście w radiu zaczęła lecieć piosenka Justina ,,Baby". Uśmiechnął się pod nosem i podgłosił radio. Zaczął nucić pod nosem, a ja powiedziałam:
-Żartujesz sobie?
-Nie, no dalej nie znasz tego? Nie wierzę.- zaczął śpiewać coraz głośniej i głośniej a ja cały czas się śmiałam. Nie mogłam się opanować od śmiechu ale po chwili dołączyłam do niego. Wyliśmy tak, że było nas słychać w całym Los Angeles. Kiedy skończyła się piosenka, my byliśmy już pod moim domem. Śmialiśmy się jeszcze parę sekund aż w końcu się opanowaliśmy i zapadło milczenie. Zsunęłam jego marynarkę z swoich ramiom i chciałam mu oddać. Kiedy przesunęłam się bliżej aby to zrobić nasze wargi znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Czułam jego oddech na swoim policzku. Odsunęłam się gwałtownie, wyjąkałam oschłe ,,cześć" i wyszłam z samochodu. Szybko zaczęłam zbliżać się do drzwi jednak usłyszałam jak woła mnie Justin. W końcu mnie dogonił i zapytał patrząc mi w oczy:
-Dlaczego udajesz?
-Wiesz, dlaczego udaję? Odpowiedź jest bardzo prosta. Udaję, bo będąc sobą, nie akceptujesz mnie. Udaję, bo uważam, że tak jest lepiej, że w ten sposób nikt mnie nie zrani, bo jak można zranić kłamstwa? Chciałabym móc przestać, ale stałam się w tym tak dobra, że już nie umiem inaczej żyć. Boję się być sobą.- nie wiem dlaczego odpowiedziałam szczerze. Nikomu jeszcze tego nie powiedziałam i nie wiedziałam dlaczego wybrałam akurat jego. Nie odpowiedział, więc ja odwróciłam się i weszłam do swojego domu. 
---------------------------------------------------------------
Znowu nawaliłam z długością... Ale mnie osobiście rozdział się podoba i jestem zadowolona. Przepraszam za to, że musieliście tak długo czekać. Wynagrodzę wam to tym, że w sobotę albo niedzielę dodam nowy długi rozdział. 

niedziela, 20 stycznia 2013

04. ,,Pokaże ci granice, a ty pokażesz mi jak je przekraczać"

*Justin*
-Sean, daj mi spokój do kurwy nędzy!- powiedziałem jeszcze bardziej naciągając poduszkę na głowę. Była ósma rano, a Sean pieprzył mi o jakiejś imprezie. Nie to, że nie lubiłem imprezować. Uwielbiałem imprezy, szczególnie te zakrapiane dużą ilością alkoholu. 
-Justin, wiesz ile tam będzie dziewczyn?! I wszystkie zwarte i gotowe!- nie dawał mi spokoju.
-Stary, popatrz na mnie.- obróciłem się do niego twarzą.- Ja nie potrzebuje imprez!
Wiedziałem, że na dziewczyny działam jak magnez. Beliebers wiele razy mnie w tym przekonały. 
-Poza tym, mam dziś galę. Muszę tam być.- dodałem przeciągając się. Stwierdziłem, ze dłużej  nie pośpię.
-Dlaczego? Przyjdzie ta laska… czekaj jak miała na imię?- spojrzał na mnie pytająco.
-Selena, ma na imię Selena. I tak przyjdzie.
Poszedłem wziąć prysznic. Kiedy tylko zamknąłem drzwi do łazienki zacząłem ściągać brudne ubrania, rzucając nimi gdzie popadło. Wszedłem pod prysznic puszczając strumień chłodnej wody, zatrzymującej się na mojej klatce piersiowej. Sięgnąłem po żel i wtarłem w ciało, zamieniając go w białą, delikatną pianę. Po chwili wyszedłem z kabiny nie będąc do końca pewnym czy spłukałem całe ciało i nie pozostał na nim biały puch. Stojąc przed zaparowanym lustrem, przetarłem włosy dłonią i wykonałem obrót wokół własnej osi, nucąc swoją piosenkę. Wsunąłem czarne bokserki na swoje zgrabne pośladki i spodnie po czym ubrałem  skarpetki i wcześniej naszykowaną koszulkę. Do uszu włożyłem jeszcze parę diamentowych kolczyków, a do szlufek spodni wsunąłem pasek od Louisa Vuittona, który spełniał wyłącznie ozdobną funkcje. Moje spodnie nawet z najlepszym paskiem zawsze odsłaniały bokserki, ponieważ zawszę zsuwały mi się zbyt nisko.
-Jeszcze tu jesteś?- zapytałem kąśliwie Seana kiedy wyszedłem z łazienki. 
-Powiedz mi, dlaczego ci tak zależy? Możesz mieć każdą, więc dlaczego właśnie ona?- przeszedł mnie lustrującym spojrzeniem.
-Nie chce każdej, chce ją.

*Selena*
-Wszystko w porządku?- zapytała mnie Miley kiedy jechałyśmy na galę. 
-Tak, tak pewnie tylko… zamyśliłam się.- uświadomiłam sobie, że od kilku minut nie odpowiadam na ich pytania. 
-A Justin… będzie na gali?- zwróciłam się do mojej menadżerki.
-Chyba tak. Szczerze to nie wiem ale dobrze by było bo muszę się zobaczyć ze Scooterem.- posłała mi pytające spojrzenie.- Ale dlaczego pytasz?
-Tak po prostu.
Kiedy byliśmy już na miejscu, ja obrzuciłam spojrzeniem fanów gromadzących się wokół czerwonego dywanu. Szybko znalazłam grupkę ludzi skandujących moje imię. Szybko ruszyłam w ich kierunku, słyszałam, że krzyki nasilają się z każdą sekundą.
-Jak masz na imię?- zapytałam zapłakaną dziewczynę która podała mi moje zdjęcie do podpisana.
-Cecilia. Selena chciałabym abyś wiedziała, że ratujesz mi życie każdego dnia. Jesteś niesamowita.- powiedziała słabym głosem.
-Ja nie jestem niesamowita. Ty jesteś. Dziękuje, to naprawdę wiele dla mnie znaczy.- uśmiechnęłam się do niej i z całej mojej siły ją przytuliłam. Podpisałam jeszcze parę autografów ale z trudem opanowywałam łzy. Kochałam moich fanów. Byli dla mnie wszystkim, zawszę poprawiali mi humor. Nawet nie wiedzieli ile dla mnie robią każdego dnia. Każde słowo otuchy, pocieszenia, które do mnie codziennie kierują są dla mnie bardzo ważne. 
Moją uwagę ściągnęły piski dużego grona nastolatek. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Justina jak rozdaje autografy i pozuje do zdjęć. Przyglądałam mu się przez chwilę. Zauważyłam, że ma niezwykłe oczy. W czasie pierwszego spotkania były takie ciemne i nieprzenikniona, a teraz pod światło wydawały się złote, iskrzyły w słońcu. W końcu odwrócił wzrok i zobaczył, że się mu wpatruje. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja powstrzymując oddech, spuściłam wzrok. Moje serce na kilka sekund stanęło, a tętno ucichło. 
Kiedy w końcu odważyłam się na niego spojrzeć on uśmiechnął się do mnie promiennie, najwyraźniej z czegoś zadowolony. Speszyłam się, odwróciłam się i szybko poszłam na ściankę. Uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam Taylor która była w o wiele lepszym stanie niż wczoraj. Podeszłam do niej i przytuliłam:
-Hey Tay! Jak się czujesz?- zapytałam z troską w głosie. 
-Już mi lepiej. Uświadomiłam sobie, że nie mogę się tak przejmować. Wiesz, jest jeden plus. Napiszę kolejny hit.- zachichotała.
Zaczęłyśmy się wygłupiać, a kiedy miałyśmy już dość błysków fleszy weszłyśmy do sali gdzie miała odbyć się gala. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zobaczyłam kilkadziesiąt rzędów foteli ustawionych na wprost wielkiej i imponującej sceny. Każdy fotel miał czerwone obicie co nadawało uroku całej scenerii.
Miley przywołała nas ruchem ręki więc ruszyłyśmy w jej kierunku. 
-Ej zostawiłyście mnie!- powiedziała oskarżycielsko. 
-Oj, przepraszamy. Kto będzie występował?- zagadnęłam.
-Lady Gaga, Greek Day, Beyonce, Rihanna- zaczęła wyliczać- Coldplay i Justin Bieber…
Westchnęłam cicho, patrząc przed siebie.
-Nie ważne, on mnie w ogóle nie interesuje.
Gala minęła przyjemnie, wygrałam dwie kategorie z czterech nominacji. Czas minął szybko i przyjemnie ale czekaliśmy na ostatni występ. Wnioskowałam, że to był Justin. 

*Justin*
Zamknąłem oczy starając się skoncentrować. Było to trudne kiedy wokół ciebie biegało mnóstwo ludzi ciągle coś poprawiając. Za chwilę miałem wyjść na scenę, zaśpiewać na gali. 
-Dobra, możecie mnie już zostawić.- warknąłem zdenerwowany.
Dwadzieścia sekund, piętnaście sekund, pięć sekund. Wolnym krokiem  wszedłem na scenę. Usłyszałem piski ze wszystkich stron, w odpowiedzi posłałem całej widowni zniewalający uśmiech. Zacząłem śpiewać pierwsze wersy piosenki ,,Pray”. Miała ona dla mnie szczególne znaczenie, chciałem oddać w niej jak najwięcej emocji. Nawet nie wiedziałem kiedy zacząłem zbliżać się do ostatnich wersów piosenki. Dałem z siebie wszystko. Po zakończeniu otrzymałem owacje na stojąco, a sam ukłoniłem się nisko. Spojrzałem na Selenę. Nasze spojrzenia drugi raz tego wieczoru się skrzyżowały, a ona tak samo jak poprzednim razem odwróciła wzrok. 

*Selena*
Spojrzałam przed siebie. Znajdowałam się na afterparty po gali, a marzyłam tylko o tym aby znaleźć się w swoim łóżku. Ja i Taylor rozmawiałyśmy z jakimś prezenterem, chodź tylko ona go słuchała. Nie jestem odważna, nie przyciągam ludzkich spojrzeń, nie mam tego daru, że ludziom jest dobrze w moim towarzystwie. Bo wydaje mi się, że na tym polegała... polega jej tajemnica, że ludzie czują się dobrze w jej obecności. Ja nie mam tej cechy. Ja ludzi denerwuję, niepokoję. Nie wiedzą, co ze mną zrobić.Za dużo wiem, za mało się śmieję.
Omiotłam wzrokiem salę. Część ludzi tańczyło w rytm spokojnej muzyki, część siedziało przy barze i popijało drinki. Postanowiłam oddalić się od Taylor, która była pochłonięta rozmową z mężczyzną i ruszyłam w kierunku wolnego krzesła. 
-Coś podać?- zapytał przystojny kelner.
-Nie dziękuje, obejdzie się.- nie przepadałam za alkoholem. 
-Możemy pogadać?- rozległ się głos za moimi plecami. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam Justina uśmiechającego się nonszalancko. 
-Skoro musimy… O co chodzi?- unikałam jego wzroku.
-Wydaje mi się, że Twoja menadżerka gdzieś się zmyła z jakimś gościem- mrugnął znacząco- a na odchodne poprosiła mnie, abym odwiózł cię do domu. 
------------------------------------------------
A widzicie! Robię postępy. Rozdział jest dłuższy i dodany w tym tygodniu bo poradziliście sobie z komentarzami <3. Ale muszę was przeprosić, że dopiero dzisiaj. Po prostu o tym zapomniałam... Wybaczcie. A za wizje nagiego Biebera pod prysznicem możecie dziękować w komentarzach ;P

wtorek, 15 stycznia 2013

03. ,,Chodząc po różowych kroplach deszczu"

*Selena*
-Taylor! Musisz iść na tą galę! Chcesz, żeby jakiś idiota zrujnował Twoją karierę?- Miley usiadła zrezygnowana na łóżku Tay gdzie ona od godziny użalała się nad sobą.
-Ona ma rację!- gwałtownie podniosłam się i odebrałam jej pudełko z chusteczkami. -No już wstawaj! Idziemy na zakupy!
Energicznie się zerwałam, pociągając za sobą Taylor. Sama nie byłam w nastroju aby gdziekolwiek chodzić aczkolwiek Tay była moją przyjaciółką, a ja miałam obowiązek wyciągać ją nawet z najgorszego dołka. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że Conor tak po prostu z nią zerwał. 
 Wierzę w miłość. Tą prawdziwą bez chęci posiadania, bezinteresowną. Tą, która uszczęśliwia i daje sens istnienia. Wierzę, że można żyć dla kogoś, budzić się i czekać na jeden uśmiech, jedno spojrzenie. I wierzę, że to co zdarzyło się tym dwojga to właśnie taka miłość. Może mnie jeszcze nie dane było mi zasmakować takiej miłości ale wierzę w to, że kiedyś będzie inaczej.
Na myśl o miłości przypomniałam sobie o Justinie. Wzdrygnęłam się próbując zignorować te myśli. Nie widziałam go od dwóch dni i jakoś nie tęskniłam. Wiedziałam, że będzie na gali która miała odbyć się jutro. 
-Selena…? Dobrze się czujesz?- moja druga przyjaciółka Miley spojrzała na mnie badawczo. 
-Przepraszam, zamyśliłam się.- zdałam sobie sprawę, że siedziałam kilka minut bez ruchu nie odpowiadając na ich pytania. – Gdzie Tay?
-W łazience… Ubiera się.- szatynka spojrzała na mnie badawczo. –O czym myślałaś?
-Ja… o niczym! Zupełnie niczym… tak po prostu… myślałam o tym jak się jutro ubiorę.- zaczęłam się jąkać.
-Możemy iść.- Taylor wynurzyła się z łazienki. Oczy nadal miała czerwone od płaczu lecz wyglądała odrobinę lepiej, niż przed chwilą.
-Dobra, podnosimy dupeczki i ruszamy!- Miley starała się być pozytywna i zabawna co w jej wykonaniu wychodziło dość żałośnie.

*10 minut później*
Kilku reporterów zawadzało nam drogę, wypytując o najnowsze wydarzenia w naszym życiu.
-Selena, czy to prawda, że masz romans z Justinem Bieberem?!
-Taylor, co było powodem rozstania?!
-Miley, co ma oznaczać ta nagła zmiana wizerunku?!
Uśmiechnęłam się pod nosem aby ukryć zmieszanie. 
Czemu pytają o Justina? Wiedzą coś? Mam nadzieje, że moja menadżerka nie zrobiła nic bez mojej wiedzy…
W końcu udało nam się przedrzeć przez tłum fotografów, szybko weszłyśmy do środka galerii. Poczułam jak Miley ciągnie mnie do jednego ze sklepów, najwyraźniej zobaczyła tam coś interesującego. Złapałam dłoń Taylor i mocno uścisnęłam po czym uśmiechnęłam się do niej zachęcająco. Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedziała mi tym samym. 
-Która lepsza? Biała czy czarna?- zapytała Miley kiedy znalazłyśmy się w sklepie.
Przyłożyła do swojego ciała dwie różne sukienki. Biała była jej do kolan, zakończona falbanką w tym samym kolorze, czarna ciągnęła się aż do ziemi, była zrobiona z przewiewnego materiału, a gdzie niegdzie zdobiły ją cekiny. 
-Czarna.- stwierdziłam razem z Taylor w tym samym momencie. Wszystkie trzy zaczęłyśmy się śmiać, a potem nie mogłyśmy przestać. Przechodząca obok nas pani obdarowała nas żenującym spojrzeniem. Przestałyśmy, a kiedy się odwróciła Miley pokazała jej język.

Po trzech godzinach wyszłyśmy z galerii uśmiechnięte chodź nasze barki obciążały stosy toreb z różnych sklepów. 
- Straciłyśmy mnóstwo kasy ale przynajmniej poprawiłyśmy humor Taylor.- szepnęła mi Mil.
-Co mówicie?- zapytała ciekawa blondynka.
-Nic, nic. Możemy już iść? Jestem zmęczona?- szybko zmieniła temat.

*Justin*
No dawaj stary, to tylko telefon do jakiejś laski. Czym tu się przejmować?
Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer telefonu który był napisany na kartce. 
Po kilku sygnałach odezwał się głos:
-Tak słucham?- miała miękki, melodyjny głos, zupełnie różnił się od tego którego używała podczas naszego pierwszego spotkania.
-Cześć Selena, tu Justin…- zacząłem niepewnie lecz ona mi przerwała.
-Skąd masz mój numer telefonu?- z jej głosu znikła łagodność.
-Z wikipedii. Wystarczy wpisać ,,najpiękniejsza kobieta na świecie”.- powiedziałem zabawnym tonem.
-Skąd ty bierzesz te testy? Nie ważne, co się takiego stało?- pozwoliła mi przejść od razu do konkretów.
-Wiesz, że jutro jest gala? Idziesz na nią?
-Tak i co w związku z tym?
-No wiesz… pomyślałem, że moglibyśmy później gdzieś skoczyć? Oczywiście jako przyjaciele.
-I po to marnujesz mój cenny czas? Żegnaj.
Trzasnęła słuchawką.
---------------------------------------------
Wydaje mi się trochę dłuższy ale i tak obiecywałam inaczej i teraz mam wyrzuty sumienia. Starałam się dodać jak najszybciej ale oczywiście nie wyszło. Chodź dobra wiadomość jest taka, że jeżeli postaracie się z komentarzami to nowy dodam w tym tygodniu.